
Europa Czarnomorska
Pragnienie podzielenia się wspomnieniami wynikło u mnie po pojawieniu się dekretu prezydenta o nadaniu Stepanowi Banderze tytułu Heroja Ukrainy.
Kiedy ja po raz pierwszy usłyszałem to imię?
To było na Zachodniej Ukrainie, dokąd mojego ojca po wojnie wysłali do pracy dla rozwiązania problemów rozwoju gospodarki i przemysłu. Ale, jak się potem okazało, fachowcy przysłani tu ze Wschodniej Ukrainy i Rosji mieli rozwiązywać przede wszystkim ideologiczne problemy – kolektywizacji ukraińskiej wsi.
My z mamą, powróciwszy z ewakuacji, z radością przyłączyliśmy się do ojca. Przyjechaliśmy do powiatowego miasteczka Mykołajiw (nie mylić z metropolią Mykołajiw nad Morzem Czarnym) – prowincjonalnej miejscowości z półwiejską architekturą, która nie zmieniała się czterysta lat, z tradycyjną prawosławną cerkwią i katolickim kościołem. Z przemysłu była tam jedynie mleczarnia, a trochę później rozpoczęła się budowa gigantycznego cementowego kombinatu.
więcej: www.porteuropa.eu
Z inicjatywy Krzysztofa Bujanowicza, wejherowskiego polityka Forum Młodych Ludowców, Zjazd Krajowy Polskiego Stronnictwa Ludowego zajął się sprawą zakazu wjazdu na Białoruś, niesłusznie i bez podania przyczyny nałożonego na sporą grupę polskich obywateli – w tym mojej osoby. Politycy PSL obiecali zainterweniować w tej sprawie w odpowiednich organach władzy RP oraz w Ambasadzie Białorusi, która uparcie odmawia komentarza na ten temat i nie odpowiada na kierowane pod jej adresem listy.
daliej...
![]()
Po zwycięstwie Wiktora Janukowycza pojawiły się obawy, że Ukraina zmierza w oblicza Rosji i rezygnuje prozachodniego kursu. Nic bardziej błędnego. Upraszczając, sytuacja jest analogiczna do zwycięstwa Aleksandra Kwaśniewskiego w Polsce w 1995 roku – ówczesny szef postkomunistycznej lewicy nie tylko nie cofnął kraju ze ścieżki reform, ale wręcz wprowadził Polskę do NATO i UE.

Chociaż na dostawach ukraińskiego bursztynu w dużej mierze trzyma się gdańska branża jubilerska, ukraiński monopolista na jantarowym rynku przeżywa poważne kłopoty przez... brak surowca. Nielegalne wydobycie, przemyt, a przede wszystkim niedostosowane do realiów przepisy – to główne przyczyny problemów branży bursztynniczej u naszych sąsiadów. Wkrótce jednak może się to zmienić, bo pod naciskiem poleskich władz samorządowych powoli postępuje liberalizacja wydobycia i obrotu bursztynem. Jeżeli ukraińska reforma się powiedzie, wpłynie to na rozwój tamtejszego jubilerstwa i ograniczenie strumienia przemytu surowca do Polski, co bez wątpienia odczują na własnej skórze polscy bursztynnicy.
daliej...
Mówi się, że granica jest wizytówką kraju. W przypadku Ukrainy to stwierdzenie ma podwójną wartość. Bowiem w przeciwieństwie do większości państw Europy, do której niby tak bardzo pragniemy, na kijowskim i lwowskim lotnisku nie znajdziemy tanich połączeń lotniczych z najważniejszymi stolicami kontynentu. Bilety lotnicze są u nas drogie, bo Ukraina zablokowała dostęp do rynku dla operatorów tanich linii lotniczych – co oczywiście szkodzi rodzimej branży turystycznej. A zachodni turysta, choć i zarabia dosyć sporo, to trzykrotnie się zastanowi, niż wyda pieniądze na zbyt drogie zachcianki. W tej sytuacji europejskim turystom pozostaje szlak lądowy, na którym trzeba pokonać niezbyt przyjemną barierę – zachodnią granicę Ukrainy.
więcej: www.porteuropa.eu
„Stosunki polsko-ukraińskie rozwijają się znakomicie, a Warszawa jest strategicznym partnerem Kijowa” – takie slogany można usłyszeć z ust niemal wszystkich polskich dyplomatów, aktywistów organizacji pozarządowych i polityków, zaangażowanych w sprawy wschodnie. Jeśli mierzyć jakość współpracy polsko-ukraińskiej częstotliwością wspólnych konferencji i wydarzeń kulturalnych – to można się z tym stwierdzeniem zgodzić. Ale uczestnicy tych spotkań z dziwną konsekwencją unikają rozmów o tym, co sprowadza współpracę polsko-ukraińską do absurdu – o patologicznej sytuacji na naszej granicy. Będąc na tych wszystkich konferencjach, wydawać by się mogło, że nie ma problemu kilkunastogodzinnych kolejek, poniżającego traktowania podróżnych czy fałszywych milicjantów, którzy wymuszają od turystów całkiem realne haracze.
Przemytnicy handlują papierosami w Przemyślu
Ostatnio o stosunkach polsko-ukraińskich pisze się wiele. Polskie wsparcie dla ukraińskich starań o członkostwo w Unii, które i tak nie jest sprawą na najbliższe lata, czy też bezsensowne „nakręcanie się” obu stron wokół historycznych konfliktów – analizując wypowiedzi prasowe, można dojść do wniosku, że ważniejszych spraw w naszych stosunkach już nie ma.
Czy te tematy nie są jednak formą odwlekania uwagi opinii publicznej od tego, co w kontaktach dwustronnych należy rozpatrywać w pierwszej kolejności – okropnej sytuacji na granicy, która uniemożliwia rozwój potencjalnie najbogatszych przygranicznych terytoriów?
więcej: http://www.porteuropa.eu/europa/granica-ukraiska
Dziennikarz ekonomiczny Jakub Łoginow założył petycję, domagającą się zaprzestania dyskryminacji osób, chcących przekroczyć polsko-ukraińską granicę pieszo. Petycja jest elementem kampanii medialnej na rzecz uzdrowienia sytuacji na granicy wschodniej, prowadzonej przez polsko-ukraiński portal „Port Europa” – „Bałtycka Ukraina”.
Artykuł z portalu Nowiny24

Jesteśmy dyskryminowani na przejściach granicznych z Polską – skarżą się ukraińscy cykliści. W obronę bierze ich tygodnik "Dzerkało Tyżnia”. Oskarża polską administrację o brak dobrej woli i utrudnianie przekraczania granicy.
"Dzerkało Tyżnia” (Zwierciadło Tygodnia) ukazuje się w Kijowie. Potok krytycznych słów wobec polskiej administracji i straży granicznej wylał warszawski korespondent gazety Jakub Łoginow. Upomina się on nie tylko o prawa cyklistów, ale i pieszych.
"Przyczyny dyskryminacji mają charakter mentalno-kulturowy. Wiele się mówi o zasadzie zrównoważonego rozwoju i o konieczności promowania ruchu pieszo-rowerowego, ale do urzędników decydujących o ruchu granicznym te pojęcia nie przemawiają” – pisze Łoginow.
„Dzerkało Tyżnia”, ukr. «Дзеркало тижня», pol. „Zwierciadło Tygodnia” — ukraiński tygodnik społeczno-polityczny, jedno z najbardziej wpływowych analitycznych czasopism na Ukrainie. Nakład – 57000 egzemplarzy (2006 r.).więcej: www.porteuropa.eu
Polska administracja z premedytacją przyzwala na dyskryminację osób, które chciałyby przekroczyć granicę z Ukrainą pieszo lub rowerem. Nawet nowe przejścia graniczne są projektowane bez uwzględnienia punktów odpraw pieszych i rowerzystów. – To ewidentne wspieranie lobby samochodowego i naruszenie obowiązującej w Unii zasady zrównoważonego rozwoju – uważa Jakub Łoginow, polski korespondent kijowskiego tygodnika „Dzerkało Tyżnia”.
Miło nam poinformować naszych czytelników, iż przystąpiliśmy do opracowania trzeciej edycji Strategii "Granica bez kolejek". Materiały składają się z kilku części - oprócz przedstawionej poniżej, również z części felietonowej. Zachęcamy do zapoznania się z przedstawioną problematyką i zgłaszania swoich uwag.
Fot. porteuropa.eu
Mało kto sobie uświadamia, że zarobek „mrówek” z polsko-ukraińskiej granicy stanowi jedynie ułamek procenta tych strat, które wskutek ich „pracy” odczuwa gospodarka Lwowszczyzny i Wołynia. Ilość utraconych możliwości współpracy gospodarczej z Polską tylko dlatego, że granicy nie da się przekroczyć w sposób cywilizowany, można oceniać w miliardy euro rocznie.
Przykład Orawy i Zakopanego pokazuje natomiast, jak prawidłowo wykorzystywać przygraniczne możliwości.
Sytuacja na granicy polsko-ukraińskiej oraz kontrowersje wokół pracy polskiego konsulatu we Lwowie oraz Ambasady w Mińsku (nieprawidłowości przy wydawaniu wiz) są częstym tematem doniesień medialnych. Konsulat tym informacjom zaprzecza, dodając na swoje usprawiedliwienie fakt, iż połowa wydawanych na całym świecie polskich wiz jest wydawana właśnie we Lwowie. Poniżej podaję listę konkretnych zarzutów oraz propozycji, które mogą pomóc polskiej administracji w usprawnieniu sytuacji na granicy i w konsulacie. Jak się okazuje, większość z nich można sprowadzić do jednej praprzyczyny takiego, a nie innego stanu spraw: jest nią arogancja władzy i nieodporność na krytykę.
Chociaż Mołdawia nie ma bezpośredniego dostępu do czarnomorskiego wybrzeża, od niedawna posiada swój własny port morski na brzegu Dunaju. Dżurdżuleszti jest dla Mołdawian tym, czym dla przedwojennej Polski była Gdynia – oknem na świat i potwierdzeniem suwerenności gospodarczej. Wszystko wskazuje na to, że Mołdawia pozbędzie się nareszcie odium europejskiego outsidera i stanie się niezależnym graczem w regionie czarnomorsko-bałkańskim.
więcej: www.porteuropa.eu
Tylko dzięki zaangażowaniu działaczy Związku Ukraińców w Polsce (OUP) ukraiński port bałtycki powstanie w Elblągu, a nie w Kłajpedzie ani Ventspils. Partnerstwo władz Elbląga i OUP to przykład nowatorskiego podejścia do współpracy samorządu z mniejszościami narodowymi. W opinii władz portowych Elbląga, wysoki odsetek ludności ukraińskiej to szansa na rozwój w mieście gospodarki morskiej opartej na współpracy handlowej Skandynawii z Ukrainą i tym samym atut, którego nie mają inni.
daliej...
fot. Baltycka Ukraina
Jeżeli pragniesz uciec od cywilizacji w polskie góry, w lecie może być z tym kłopot. Najpopularniejsze tatrzańskie i beskidzkie szlaki na okres wakacji zamieniają się gwarny deptak. Turyści, którzy naprawdę chcą odczuć ducha gór i nie wrócić z urlopu z pustym portfelem, powinni zastanowić się nad wyjazdem za naszą południowo-wschodnią granicę.
Ukraińskie Karpaty nie bez powodu nazywane są najdzikszymi górami Europy. Można całymi dniami wędrować po tutejszych lasach i połoninach i jedynie kilka razy natrafić na innych turystów. Za to jeśli już spotkamy kogoś na szlaku, możemy mieć pewność, że będą to ciekawi ludzie, z którymi warto spędzić wieczór przy ognisku. Z Karpat można przywieźć nie tylko miłe wspomnienia i górską opaleniznę, ale też międzynarodowe przyjaźnie.
daliej...
Życie na granicy zaczyna się o świcie. Jest jeszcze ciemno, gdy wokół przemyskiego dworca zaczynają zbierać się ludzie. Przy czarnej kawie, wśród dymu papierosowego, dzielą się przypuszczeniami, kto może być dziś „na pieszych”, a kto „na autobusach”. - Najważniejsze, żeby Berty nie było, bo przedwczoraj powiedziała, że mi nie odpuści - mówi jeden ze zgromadzonych. - Nie, pewnie będzie „Dziadek” albo „Wąsaty” - uspokaja go jakaś starsza pani.
Strefa izolacji w Czarnobylu, która miała być zwiastunem apokalipsy, może zostać przekształcona w Radiacyjny Park Narodowy. Po ponad dwudziestu latach od awarii w elektrowni jądrowej do "największego laboratorium świata", jak nazywany jest region czarnobylski, częściej przyjeżdżają wycieczki z całego świata, w tym z Polski. Nie ma przeciwwskazań do odwiedzin tych terenów. Nadal jedynie pokutuje "czarnobylska klątwa".ONZ już w 2002 r. zaproponowała władzom Ukrainy i Białorusi, by rozwijały turystykę w Czarnobylu. Na większości obszarów strefy izolacji można przebywać bezpiecznie. Wycieczki do wymarłych miast Prypeć i Czarnobyl, wraz ze zwiedzaniem okolic sarkofagu i pobliskich wiosek, oferuje kilka kijowskich biur podróży. Zainteresowanie jest duże, szczególnie wśród Amerykanów, Niemców i Japończyków.
daliej...
W powszechnej opinii przyznanie nam Euro-2012 zawdzięczamy szefowi ukraińskiego futbolu Hryhorijowi Surkisowi. Ale dla Ukraińców to postać niejednoznaczna. Surkis jest i chyba już pozostanie jednym z symboli „kuczmizmu” – systemu opartego na specyficznych powiązaniach polityki, biznesu, służb specjalnych i mediów. Gdy po Pomarańczowej Rewolucji wydawało się, że dni oligarchy są już policzone, Surkis „uciekł w piłkę” i wydał miliony na kampanię lobbingową na rzecz EURO 2012 nad Dnieprem. Postawiony pod ścianą oligarcha zagrał va-banque i... wygrał, dzięki czemu w 2012 roku w Gdańsku i innych polskich miastach odbędzie się wielkie piłkarskie święto.
daliej...
Rok temu Ukrainę oficjalnie „przyjęto do Europy”. Na razie tylko w sferze edukacji – nasi sąsiedzi przystąpili bowiem do tzw. Procesu Bolońskiego. W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, że za kilka lat ukraińskie dyplomy będą powszechnie uznawane na całym kontynencie, a rozpoczęte we Lwowie studia można będzie bez problemu ukończyć np. w Olsztynie.
Studia Polaków na Ukrainie są jednak objęte zasłoną milczenia. Oficjalnie – aby „nie psuć świetnych kontaktów polsko-ukraińskich”. Studia za wschodnią granicą są bowiem często okazją do nadużyć, czego nasi dyplomaci są jak najbardziej świadomi. Podczas rozmów z Kijowem celowo nie poruszane są kwestie ułatwień dla naszych obywateli studiujących nad Dnieprem – właśnie dlatego, by nie poszerzać procederu „kupowania dyplomów”. Ukraińskie prawo zabrania przyjmowania Polaków na swe uczelnie za mniej, niż 1500 USD rocznie, mimo iż setki Ukraińców studiują w Polsce bezpłatnie. Cierpią na tym osoby, które mają uczciwe zamiary, a dzięki studiom w Kijowie chcą po prostu zostać ekspertem w zakresie stosunków polsko-ukraińskich.
daliej...
Dostać się na medycynę – to marzenie nie jednego absolwenta liceum. Problem w tym, że szansę na sukces mają jedynie nieliczni. A co mają zrobić ci, którym mimo dobrego przygotowania, nie udało się dostać na wymarzony kierunek? Zawsze można spróbować swych sił za rok, a dzieci zamożnych rodziców mogą też pójść na horrendalnie drogie studia wieczorowe.
Ale jest jeszcze trzecia możliwość – studia za granicą. To doskonały sposób na obejście procedury rekrutacyjnej i zdobycie wymarzonego dyplomu nieco mniejszym wysiłkiem i niższym kosztem, niż w Polsce.
W latach dziewięćdziesiątych gro Polaków decydowało się na studia medyczne w krajach byłego ZSRR, przede wszystkim na Białorusi, Ukrainie i w Rosji. Studia w tych krajach obrosły wieloma legendami: mówiło się przede wszystkim o kupowaniu dyplomów i powszechnej korupcji. Wielu „studentów”, zamiast na zajęciach w Moskwie, siedziało sobie spokojnie w Polsce, a zaliczenia i egzaminy załatwiało za łapówki. Żeby daleko nie patrzeć, w podobny sposób (co prawda w Polsce) wyższe wykształcenie zdobywają co poniektórzy nasi parlamentarzyści.
daliej...
Na przekroczenie granicy ukraińsko-polskiej trzeba obecnie czekać w wielogodzinnych kolejkach. Nawet autobusom, podjeżdżającym na granicę uprzywilejowanym pasem, odprawa zajmuje od czterech do pięciu godzin. Podczas Euro-2012 może być jeszcze gorzej, bo urzędnicy z obu krajów ignorują nadsyłane im projekty organizacyjnych zmian na granicy.
Obniżka kosztów, pozyskanie tanich surowców, eksploatacja perspektywicznych rynków i zdobycie przewagi konkurencyjnej dzięki niestandardowym decyzjom – przed takimi wyzwaniami stoi teraz wielu menedżerów. Każdy z tych celów może być osiągnięty dzięki wejściu na rynki krajów Regionu Czarnomorsko-Kaspijskiego. Tym bardziej, że w ciągu najbliższej dekady będzie to najdynamiczniej rozwijający się region Europy, a tamtejsze władze i koła biznesowe nastawione są na rozwój współpracy z Regionem Bałtyckim i Europą Zachodnią.
daliej...
Dzięki podwyższeniu akcyzy na wyroby tytoniowe przez Ukrainę polski budżet uniknąłby wielomilionowych strat z tytułu przemytu ukraińskich papierosów do Polski. Z tych zaoszczędzonych pieniędzy pochodziłyby środki na kompensację dla Ukrainy - na przykład stypendia dla młodych Ukraińców czy fundusz odnowy zabytków Lwowa.
Aby dostać się na medycynę, trzeba spędzić kilkanaście miesięcy nad książkami albo mieć "plecy" - twierdzą ci, którym się udało. Same studia należą do najcięższych - na pierwszych dwóch latach rzadko kiedy można sobie pozwolić na imprezowanie. Chyba, że się jest "wtajemniczonym".
Bo tylko kilka tysięcy Polaków wie, że można całkiem legalnie ukończyć medycynę, nie zdając egzaminów wstępnych i prowadząc w czasie studiów dosyć aktywne życie towarzyskie. Takie usługi oferuje Polakom Lwowski Narodowy Uniwersytet Medyczny, którego dyplomy są powszechnie uznawane na świecie. Co prawda, za taką przyjemność trzeba słono zapłacić.
daliej...
| daslać list | ![]() |
FORUM | ![]() |
Autorski portal ekspercki. Partner inicjatywy „Bałtycka Ukraina”.






