Sardečna zaprašajem na veb-staronku mižnarodnaj inicyjatyvy “Bałtyjskaja Ukraina”
daliej ...
Państwa położone nad Bałtykiem robią niewiele, aby ochronić wspólne morze – wynika z analizy przygotowanej przez międzynarodową organizację ekologiczną WWF. Polska w rankingu zmieściła się w średniej dla nadbałtyckich krajów, choć w trzech z pięciu kategorii otrzymała najniższe możliwe noty. Zdecydowanie najgorsze wyniki zanotowała Rosja.
Największym zagrożeniem dla Bałtyku jest obecnie eutrofizacja, czyli nadmierne “przekarmienie” morza azotanami i fosforanami, które spływają z wodami rzek. Przyczyny tego zjawiska, przejawiającego się m.in. coraz intensywniejszymi zakwitami sinic, można byłoby zlikwidować, gdyby rządy państw tego regionu wykazały się dobrą wolą. Pozostałe niebezpieczeństwa to nadmierny ruch statków, przełowienie, utrata różnorodności biologicznej i zatrucie wód morskich niebezpiecznymi substancjami pochodzenia przemysłowego. To jednocześnie pięć głównych kategorii rankingu, który sporządził WWF, aby pokazać, jak poszczególne kraje chronią Bałtyk.
Polska w zestawieniu plasuje się dokładnie w połowie tabeli. Aż w trzech z pięciu kategorii otrzymaliśmy najniższe z możliwych noty. Są to takie obszary jak przełowienie, eutrofizacja i transport morski. Stosunkowo lepiej wypadamy w kategorii ochrony bioróżnorodności Bałtyku, dostateczną ocenę otrzymaliśmy również w zakresie ochrony morza przed emisją niebezpiecznych substancji chemicznych.
Generalnie państwa nadbałtyckie, jak wynika z rankingu, wykazują się szokująco małą troską o ochronę Morza Bałtyckiego. Żaden z krajów nie otrzymał oceny wyższej niż dostateczna. Najbardziej zaangażowanym krajem są, według rankingu, Niemcy, które jako jedyne otrzymały w dwóch kategoriach oceny bardzo dobre (ochrona bioróżnorodności, niebezpieczne substancje). Są również kategorie, jak przełowienie i eutrofizacja, w których wszystkie kraje ocenione zostały na jedynkę! Zdecydowanie najgorzej przedstawia się w rankingu Rosja, która oceny niedostateczne otrzymała na wszystkich możliwych polach.
To zdumiewające, jak mało nadbałtyckie kraje wykazują zaangażowania w ochronę naszego wspólnego morza. Wszystkie państwa regionu czerpią każdego dnia niezliczone korzyści ze swojego położenia nad Bałtykiem. I jednocześnie, z niezrozumiałych względów, prowadzą krótkowzroczną politykę, która prowadzi wprost do uśmiercenia tego morza – zwraca uwagę Paweł Średziński z WWF Polska.
Wrażliwe morze
Morze Bałtyckie to akwen prawie zamknięty, wciśnięty w głąb kontynentu. Takie położenie sprawia, że nasze morze jest szczególnie narażone na wszelkie zanieczyszczenia. Wymiana wody w Bałtyku trwa prawie trzydzieści lat. Odbywa się wyłącznie przez wąski pas cieśnin duńskich. Dlatego większość zanieczyszczeń pozostaje w wodach Bałtyku przez tak długi okres.
Polska, z której terytorium spływają do Morza Bałtyckiego dwie duże rzeki - Odra i Wisła, ma bardzo duży wpływ na stan wód Bałtyku. Tym samym odgrywamy kluczową rolę w ochronie całej zlewni morza, w której mieszka prawie 90 milionów ludzi.
Statki
Bałtyk to jeden z najstarszych morskich szlaków handlowych Europy. To także jedno z najmniejszych i najbardziej zatłoczonych mórz świata. Natężenie ruchu stale rośnie. Szacuje się, że ilość statków na Bałtyku wzrośnie aż o 80 procent w ciągu najbliższych ośmiu lat.
Intensyfikacja transportu na powierzchni naszego morza ma swoje groźne konsekwencje. Podczas ostatnich 25 lat, każdego roku dochodziło do co najmniej jednego wypadku z udziałem statków przewożących niebezpieczne substancje, a zwłaszcza ropę naftową. Każdy taki przypadek to olbrzymie zagrożenie dla delikatnego ekosystemu bałtyckiego. Katastrofa tankowca Prestige u wybrzeży Hiszpanii w 2002 roku pokazuje, jak rozległe i długotrwałe mogą być skutki takiego zdarzenia.
Na razie tylko dwa kraje, Łotwa i Szwecja, podjęły próbę wprowadzenia dobrych praktyk obowiązujących przewoźników morskich. Pozostałe państwa regionu, w tym Polska, nie wykazują w tym kierunku żadnej inicjatywy. Tymczasem obowiązujące prawo, w tym konwencja MARPOL, nie gwarantuje Bałtykowi nawet minimalnego bezpieczeństwa. Obecne przepisy zezwalają nawet, między innymi, na zrzucanie ścieków z pokładów statków prosto do morza.
Niebezpieczne substancje
Przez ostatnie dziesięciolecia do Bałtyku trafiały różne niebezpieczne substancje pochodzenia przemysłowego. Paleta toksycznych związków obecnych w wodach naszego morza obejmuje wyjątkowo niebezpieczne chemikalia, takie jak PCB i DDT, wiele substancji zaburzających pracę ludzkiego układu hormonalnego, a nawet metale ciężkie. Niektóre z nich zostały już wycofane z użytku, jednak w Bałtyku pozostaną jeszcze przez wiele lat.
Wpływ na zmniejszenie ilości substancji chemicznych w Bałtyku miało podpisanie przez wszystkie kraje bałtyckie konwencji sztokhlomskiej i bazylejskiej . Z kolei od 1 stycznia br. obowiązuje nowe unijne prawo REACH, które wprowadziło kontrolę tysięcy substancji chemicznych produkowanych bądź importowanych na terytorium Unii Europejskiej (UE). Z pewnością ono też będzie miało wpływ na to, co do Morza Bałtyckiego spływa razem z rzekami. W związku z tym relatywnie najlepiej dbają na tym polu o Bałtyk położone w tym regionie kraje UE. Fatalnie natomiast wypada w tym zestawieniu jedyny kraj bałtycki, który do Unii nie należy, czyli Rosja.
Zagrożona bioróżnorodność
Presja ze strony człowieka i degradacja środowiska w rejonie Morza Bałtyckiego sprawiły, że kurczy się powierzchnia naturalnych siedlisk, które są domem dla wielu gatunków roślin i zwierząt. Państwa położone nad Bałtykiem wciąż zwlekają z wyznaczeniem nowych morskich obszarów chronionych. Nie została też na tym obszarze wyznaczona sieć Natura 2000.
To, że Bałtyk przestał być schronieniem dla zwierząt, świadczy los bałtyckich fok i morświnów. Te pierwsze już znikły z polskiego wybrzeża. Dramatycznie spadła również populacja morświnów, które są obecnie w Morzu Bałtyckim bardzo rzadkim gościem.
Przełowienie
Ogromnym zagrożeniem dla Bałtyku jest również przełowienie ryb. Na bardzo niskim poziomie utrzymuje się liczebność dorszy we wschodniej części Bałtyku jak i dzikich łososi w Zatoce Fińskiej. Naukowcy twierdzą, że jeśli połowy będą nadal utrzymywać się na tym samym co teraz poziomie z Morza Bałtyckiego zniknie dorsz.
Rybacy z takich krajów jak Dania, Niemcy czy Szwecja, a w ostatnich latach także Polska, nie przestrzegają rozporządzeń dotyczących połowów dorsza w Bałtyku. Tylko w 2003 roku kontrole przeprowadzone na duńskich statkach rybackich wykryły aż 485 przypadków naruszenia obowiązującego prawa – złowione dorsze były niewymiarowe, rybacy używali zakazanych rodzajów sieci bądź nie posiadali odpowiednich zezwoleń.
Eutrofizacja
Jednak największym zagrożeniem dla Morza Bałtyckiego pozostaje eutrofizacja. Powstaje ona w skutek zbyt dużego stężenia w Bałtyku składników odżywczych – azotanów i fosforanów. Jej skutkiem są zakwity sinic. Jednak konsekwencje tego zjawiska są znacznie poważniejsze. Obumierające sinice pozbawiają wodę tlenu. Bez tlenu zanika życie w morzu. Szacuje się, że już 10 procent powierzchni Bałtyku to pustynie.
Zdecydowana większość azotanów i fosforanów spływa do morza rzekami. Ich źródłem jest przede wszystkim rolnictwo. To rolnicy stosując duże ilości nawozów, są odpowiedzialni za eutrofizację. Przewiduje się, że zużycie nawozów wzrośnie o 25-30 procent w ciągu najbliższych 10 lat.
Tymczasem rozwiązanie tego problemu nie jest trudne. Wystarczyłoby, aby rolnicy pozostawiali wzdłuż pól położonych nad rzekami czy rowami melioracyjnymi nie zaorany pas ziemi, który zarośnie trawą i krzakami. Ta najprostsza naturalna bariera jest w stanie zatrzymać azotany i fosforany zanim dotrą do wody. Niestety, w Polsce wciąż nie ma obowiązku tworzenia takich stref, zaś polscy rolnicy bardzo często zaorują swoje pole aż do samego rowu lub rzeki. A to właśnie Polska dostarcza najwięcej związków azotu (ponad 226 tysięcy ton) i fosforu (ponad 12 tysięcy ton) – dane z 2000 roku.
Co zrobić
Bałtyk można jeszcze ocalić. Potrzebna jest tylko i aż dobra wola rządzących państwami bałtyckimi. Bardzo często nie podejmują oni żadnych decyzji dotyczących kompleksowej ochrony Bałtyku. Póki co możemy mówić o katastrofalnym stanie wód morza, nad którym wypoczywają każdego lata także tysiące Polaków.
Ochrona Bałtyku zależy nie tylko od decyzji politycznych, ale także od działań zwykłych ludzi – mówi Paweł Średziński z WWF Polska. - Jeżeli rolnicy zaczną tworzyć strefy ochronne między nawożonym polem a rowami melioracyjnymi czy rzekami zredukujemy liczbę azotanów i fosoforanów, które trafiają do Morza Bałtyckiego. Każdy z nas może unikać proszków do prania zawierających związki fosforu. Powinniśmy też kupować ryby z certyfikatem MSC, które gwarantują, że dany produkt został pozyskany w sposób przyjazny dla środowiska. Nasze drobne codzienne decyzje poważnie wpływają na stan naszego morza.
2026-08-22
http://wwf.pl/informacje/news.php?idn=268
Zrównoważony rozwój dla wspólnej przyszłości.