Sardečna zaprašajem na veb-staronku mižnarodnaj inicyjatyvy “Bałtyjskaja Ukraina”

daliej ...

 

Rosyjski biznes czeka na przekop

Miał być straszakiem na Rosję, a okaże się narzędziem współpracy gospodarczej z Obwodem Kaliningradzkim. Kanał przez Mierzeję, którego budowę zatwierdził rząd Jarosława Kaczyńskiego, będzie raczej łączyć sąsiednie narody, zamiast je dzielić. Dzięki temu, to rząd Donalda Tuska, a nie jego poprzednicy, zbije na tej inwestycji polityczny kapitał – spekulują warmińsko-mazurscy samorządowcy.

Co prawda budowę kanału zatwierdził rząd PiS-u, lecz to właśnie politycy Platformy Obywatelskiej z Warmii i Mazur popchnęli to przedsięwzięcie do przodu. Poszukiwanie gospodarczego uzasadnienia dla tej inwestycji, traktowanej początkowo jako narzędzie „zagrania na nosie Rosjanom”, na dobrą sprawę ruszyło dopiero po wygranych przez Platformę wyborach. Na przełomie listopada i grudnia 2007 wystartowała inicjatywa „Bałtycka Ukraina” (www.baltic-ukraine.com) i właściwie dopiero zainteresowanie Ukraińców gospodarczym wykorzystaniem elbląskiego portu przekonało rząd do poparcia tej inwestycji. – Gdyby nie ukraińskie i białoruskie ładunki, nasz port nie miałby szans na osiągnięcie w przyszłości takiej wielkości przeładunków, która zapewniłaby rentowność inwestycji – mówi Julian Kołtoński, dyrektor Zarządu Portu Morskiego Elbląg. – Sam Elbląg i nawet całe nasze województwo wraz z sąsiednim Podlasiem to stanowczo za mało – dodaje dyrektor.

Antyrosyjska retoryka poprzedniego rządu sprawiła, że środowiska biznesowe Gdańska zaczęły się obawiać, iż budowa „kanału wojennego” może popsuć i tak nie najlepsze relacje z naszym sąsiadem. A dla wielu tuzów gdańskiego biznesu (zwłaszcza z branży morskiej), którzy zarabiają na współpracy z Rosją, ewentualne rosyjskie sankcje oznaczałyby poważne kłopoty. – Kanał nie jest wymierzony w Rosję. To po prostu jedyna szansa na udostępnienie portu Elbląg dla statków pełnomorskich o zanurzeniu do 4 metrów. Dogadanie się z Rosją nic w tym przypadku nie da, bo rosyjska część Zalewu jest za płytka dla statków morskich, tam jest tylko 1,8 m – do znudzenia przekonywał warmińsko-mazurski marszałek Jacek Protas (PO). Jak się okazało, skutecznie. O przychylności Kaliningradu wobec elbląskich planów rozwoju portu i wprowadzenia nad Bałtyk Ukraińców świadczy choćby wynik głosowania nad przyjęciem miast Lwowa i Łucka do Euroregionu „Bałtyk” w charakterze członków stowarzyszonych. Podczas wiosennego spotkania na Bornholmie polską propozycję Rosjanie poparli bez zastrzeżeń, podczas gdy to właśnie przedstawiciele Szwecji i Danii poprosili pozostałych członków o czas do namysłu. – Rząd Tuska może w tym przypadku mówić o pewnym sukcesie. Okazało się, że z Rosjanami można mimo wszystko współpracować i nawet uzyskać ich poparcie dla wprowadzania Ukrainy do struktur europejskich, bo przecież nawiązanie współpracy Euroregionu „Bałtyk” ze Lwowem i Łuckiem jest przejawem tak przez nas popieranej integracji europejskiej Ukrainy – komentuje tę sytuację Tomasz Wyczółkowski, lubelski ekspert od spraw Ukrainy.

Skąd się wzięła taka nieoczekiwana zmiana tonu u Rosjan z Kaliningradu? – Należy zacząć od tego, że mieszkańcy Obwodu Kaliningradzkiego to niekoniecznie Rosjanie – tłumaczy Tomasz Wyczółkowski. – Obwód jest tworem wielonarodowościowym i aż co trzeci mieszkaniec regionu jest etnicznym Ukraińcem lub Białorusinem – dodaje. Inna sprawa, że w putinowskiej Rosji otwarte przyznanie się do nierosyjskiego pochodzenia i posługiwanie się na co dzień nierosyjskim językiem ojczystym może się źle skończyć. Tym niemniej, praktycznie w każdej kaliningradzkiej rodzinie można znaleźć krewnych z oficjalnie „wrogiej” Ukrainy czy też z mniej wrogiej Białorusi. – Wy Polacy tak popieracie białoruską opozycję, a tymczasem nikt z was nie pomyśli, że my też jesteśmy prześladowani i nie możemy publicznie wyrażać swoich poglądów. My chcemy żyć w Europie, w zgodzie z sąsiadami, mamy na Ukrainie wielu przyjaciół i nie mamy nic przeciwko powstaniu ukraińskiego przyczółka u naszych granic, w Elblągu. Kaliningrad to nie Kreml – mówi Siergiej Sawczenko, kierowca autobusów z przygranicznego Bagrationowska.

Etniczna mozaika obwodu to jedno, lecz kaliningradzki biznes ma również o wiele poważniejsze powody, by nie lubić reżimu Putina. – Zakaz eksportu naszych towarów do Polski przez port Elbląg, wprowadzony przez Moskwę, najbardziej uderzył właśnie w nas, biznesmenów. My chcemy po prostu zarabiać pieniądze, a zakaz żeglugi nam to uniemożliwia. U nas się mówi, że Gdańsk ma prorosyjskie nastawienie i dlatego niechętnie patrzy na przekop Mierzei, ale czy ktokolwiek w Gdańsku pomyślał, że to putinowskie embargo doprowadziło wielu z nas z dnia na dzień do bankructwa? – pyta retorycznie Wasyl Iwanow, biznesmen z Kaliningradu prowadzący firmę handlującą środkami ochrony roślin.

Dla takich osób jak Iwanow planowany kanał przez Mierzeję jest jak wybawienie. – Gdyby już istniał, nie musielibyśmy pytać o zgodę „cara” Putina, po prostu pakujemy towar na statek i wpływamy do Elbląga od zewnątrz, przez przekop. A pieniądze przecież nie śmierdzą – śmieje się Iwanow. – Szkoda tylko, że na kanał trzeba tak długo czekać. Teraz mam jeszcze w Elblągu kontakty i kontrahentów, a w 2013 roku wszystko trzeba będzie wypracowywać od nowa – dodaje biznesmen.

Kaliningradzcy biznesmeni z dużym zainteresowaniem śledzą również plany ekspansji gospodarczej zachodnioukraińskiego biznesu, który chce utworzyć w elbląskim porcie bazę logistyczną. – Polityka polityką, ale z czasów ZSRR nadal pozostały silne powiązania gospodarcze między Rosją a Ukrainą. Ukraińskie towary już dawno zadomowiły się na rosyjskim rynku, na wiele produktów obowiązuje zerowa stawka celna – tłumaczy Tomasz Wyczółkowski. Warto przypomnieć, że do przyszłego „ukraińskiego” portu w Elblągu, objętego wolnym obszarem celnym, zaplombowane ukraińskie kontenery będą mogły wjechać bez długotrwałej kontroli na granicy. I dopóki nie wypłyną z portu, ustawodawstwo celne będzie je uznawać za takie, które w ogóle nie opuściły obszaru celnego Ukrainy. Jeśli z Elbląga popłyną do Rosji, sprawa będzie jeszcze prostsza – formalnie (w odniesieniu do spraw celnych) w ogóle nie znajdą się na terytorium Unii, chociaż oczywiście na ich pobycie w Polsce (transport koleją, przeładunek i składowanie w porcie) nasz kraj zarobi tyle samo, ile zarobiłby na innych ładunkach tranzytowych. – Nawet pobieżne spojrzenie na mapę powinno uświadomić każdemu, że tranzyt kontenerów ze Lwowa do Kaliningradu przez Elbląg jest o wiele szybszy i tańszy, niż naokoło przez Białoruś i Litwę. To dla Polski, przede wszystkim dla portu i kolei, po prostu wspaniały interes. I warto robić na tym pieniądze, niezależnie od sporów polsko-rosyjskich o Gruzję i różnicy zdań w innych kwestiach – podsumowuje Tomasz Wyczółkowski.

Kuba Łoginow

Źródło: Bałtycka Ukraina - www.baltic-ukraine.com/pl


Kamentary
Kamentaroü niama.
Pakinuć kamentaryj
Nazoü:



Tekst:

Vašaje imia:

Vaš e-mail:

Uviadzicie litary z maliunku:




Bałtycka Ukraina
Zrównoważony rozwój dla wspólnej przyszłości.


:-)