Sardečna zaprašajem na veb-staronku mižnarodnaj inicyjatyvy “Bałtyjskaja Ukraina”

daliej ...

Bałtyk zapełni się tankowcami

W ciągu najbliższych pięciu lat na Bałtyku dojdzie do "naftowej rewolucji". Zgodnie z prognozami Szwedzkiego Instytytu Żeglugi, ruch tankowców na tym morzu może wzrosnąć nawet cztero-pięciokrotnie. Wszystko przez geopolitykę.

Największe zmiany są powiązane z zamiarami Rosji, która chce zrezygnować z eksploatacji rurociągu "Przyjaźń" i skierować transportowaną nim ropę na tankowce. W tym celu Rosjanie rozbudowują infrastrukturę przesyłową w kierunku Zatoki Fińskiej oraz kończą budowę nowoczesnego portu naftowego w Primorsku. Gdy inwestycje zostaną zakończone, w eksploatacji pozostanie jedynie południowe odgałęzienie "Przyjaźni", dostarczające ropę m. in. Słowacji, Czechom i Węgrom. "Nie możemy nadal pozwalać na to, by na tranzycie naszej ropy zarabiały skonfliktowane z nami kraje, takie jak Polska czy Litwa" - tłumaczy tę politykę premier Rosji Władimir Putin.

Rezygnacja z północnych odgałęzień rurociągu "Przyjaźń" pozbawi dostaw taniej rosyjskiej ropy rafinerie w Gdańsku i Płocku, a także zakłady w innych krajach (np. wschodniej części Niemiec). Rafinerie będą musiały przestawić się na dostawy drogą morską, do czego zresztą Polska jest już przygotowana. - Krytykowaliście mnie, że inwestujemy duże pieniądze w infrastrukturę do odbioru ropy drogą morską, a tymczasem sytuacja pokazała, że dzięki temu uniknęliśmy poważnego kryzysu - tłumaczył dwa lata temu dziennikarzom prezes Lotosu Paweł Olechnowicz, kiedy Rosja wstrzymała czasowo dostawy ropy do Polski z powodu konfliktu z Białorusią. Zresztą, litewsko-polska rafineria w Możejkach już teraz otrzymuje ropę drogą morską, co jednak wychodzi jej dużo drożej.

Przesunięcie strumieni ropy z lądu na morze wpłynie w istotny sposób na rentowność rafinerii oraz na bezpieczeństwo morskie. Transport rurociągami jest najtańszym, najbezpieczniejszym i najbardziej przyjaznym środowisku sposobem dostarczenia ładunków płynnych. Po wyłączeniu "Przyjaźni" gdańska rafineria i tak będzie mogła kupować bez przeszkód rosyjską ropę, ale przywożoną tankowcami do Naftoportu z Primorska (a więc okrężną drogą). Surowiec będzie droższy niż obecnie, choć mimo to wciąż tańszy, niż alternatywna ropa z krajów arabskich czy z Norwegii.

Różnica w cenie ropy rosyjskiej i "alternatywnej" będzie jednak o wiele niższa niż obecnie, co zwiększy opłacalność projektów służących dywersyfikacji dostaw. W tym również rurociągu Odessa - Brody - Gdańsk, który ma tłoczyć wysokiej jakości ropę z Azerbejdżanu, a być może również z Kazachstanu.

To przedsięwzięcie będzie jednak rentowne pod warunkiem, że znajdą się dodatkowi, zamorscy odbiorcy tego surowca lub wytworzonych z niego w Gdańsku gotowych wyrobów. Rząd w Baku chce, by nadwyżka kaspijskiej ropy była reeksportowana przez Gdańsk tankowcami na Zachód. Dlatego nafciarze z Baku i Astany nie mieliby nic przeciwko zakupowi części akcji Lotosu - takie propozycje składał już m. in. KazMunaiGaz i AzPetrol.

Dlaczego jednak kaspijska ropa miałaby być przesyłana tranzytem po Bałtyku, a nie krótszą drogą przez Morze Śródziemne, skoro i tak tankowce miałyby ją dostarczać po Morzu Czarnym z portów gruzińskich do Odessy? Odpowiada za to ograniczona przepustowość cieśnin Bosfor i Dardanele oraz restrykcyjne wymagania ekologiczne stawiane przez Turcję.

W HELCOM (Komisji Helsińskiej) wszyscy zdają sobie sprawę, że spowodowane geopolityką tendencje wzrostu ruchu tankowców to bomba z opóźnionym zapłonem. Do katastrofy musi dojść prędzej czy później, tym bardziej, że Rosjanie wykorzystują statki nie spełniające elementarnych wymagań bezpieczeństwa. Polityczna poprawność i chęć budowy dobrosąsiedzkich stosunków z wielkim sąsiadem powodują, że polscy delegaci nie poruszają tego tematu w rozmowach z Moskwą - ani podczas spotkań dwustronnych, ani w ramach organizacji zajmujących się sprawami Bałtyku. Zresztą, problem nie dotyczy tylko tankowców, ale również przestarzałej rosyjskiej floty handlowej. Obecnej wiceminister infrastruktury Annie Wypych-Namiotko, która negocjuje nową umowę morską z Rosjanami, nie przeszkadza fakt, że na Zalew Wiślany będą wpływać rosyjskie statki nie spełniające elementarnych norm bezpieczeństwa. A to z kolei może doprowadzić do zniszczenia unikalnych obszarów NATURA 2000. Również tak zwani ekolodzy, protestujący przeciwko inwestycjom hydrotechnicznym na polskim wybrzeżu, nie dostrzegają tego zagrożenia. Aż do pierwszej katastrofy.

Kuba Łoginow

www.trojmiasto.pl

27 lutego 2009

Kamentary
Kamentaroü niama.
Pakinuć kamentaryj
Nazoü:



Tekst:

Vašaje imia:

Vaš e-mail:

Uviadzicie litary z maliunku:




Bałtycka Ukraina
Zrównoważony rozwój dla wspólnej przyszłości.




:-)