
Sardečna zaprašajem na veb-staronku mižnarodnaj inicyjatyvy “Bałtyjskaja Ukraina”
daliej ...Od połowy roku Sztokholm sprawuje przewodnictwo w Unii Europejskiej. To dobra wiadomość przede wszystkim dla Ukraińców, którzy liczą na przełom w kontaktach z Brukselą. Pragmatyczni Szwedzi po cichu przejmują inicjatywę w kwestii, stanowiącej dotychczas domenę polskiej polityki wschodniej. A wszystko po to, by przeciwstawić się ekspansywnej Rosji, która coraz bardziej „rozpycha się” na Bałtyku i wspólnie z Niemcami zagraża strategicznym interesom Sztokholmu.
Ambicje przede wszystkim
Najaktywniejszym promotorem rodzącego się strategicznego partnerstwa szwedzko-ukraińskiego jest minister spraw zagranicznych Karl Bildt. Ten ambitny polityk po wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego chciałby objąć posadę „Prezydenta Unii” lub szefa europejskiej dyplomacji. Charyzmatyczny Skandynaw mógłby być kimś w rodzaju kompromisowego kandydata: ponieważ pochodzi z kraju „starej UE”, będzie do przełknięcia dla Niemców, Belgów czy Francuzów, a równocześnie będzie kreował się na politycznego patrona dla unijnych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. A ponieważ dla tych ostatnich kluczowe znaczenie ma polityka wschodnia, Sztokholm chce przejąć inicjatywę na tym odcinku, angażując się wraz z Warszawą we wspieranie europejskich aspiracji Ukrainy.
Ale szwedzkie wsparcie dla Ukrainy i Gruzji ma również inne powody. Karl Bildt jest nie mniejszym rusofobem, niż Lech Kaczyński, jednak w odróżnieniu od polskiego prezydenta, nikt w Europie nie ma mu tego za złe. Rosnąca współpraca Rosji z Niemcami istotnie zagraża szwedzkiej dominacji w Regionie Morza Bałtyckiego i grozi poważnymi konsekwencjami dla bałtyckiego ekosystemu, gdyż obaj partnerzy nie specjalnie dbają o ochronę środowiska tego wrażliwego morza. A tego Szwedzi zaakceptować nie zamierzają. Zarysowująca się oś Sztokholm – Warszawa – Kijów jest próbą budowania takiej przeciwwagi wobec niemiecko-rosyjskiego tandemu, a zbliżające się huczne obchody 300 rocznicy Bitwy Połtawskiej będą wykorzystane dla budowy ideologicznej podbudowy tego sojuszu.
Polityka zagraniczna Szwecji jest obecnie na tyle konsekwentna i nietuzinkowa, że można mówić o realizacji czegoś w rodzaju „doktryny Bildta”. Zgodnie z jej założeniami, Szwecja powinna odgrywać o wiele większą rolę w Unii Europejskiej, niż ma to miejsce obecnie i przekształcić się z kraju peryferyjnego w jednego z głównych rozgrywających w UE. Z tego względu Bildt chciałby, aby Szwecja powróciła, jak przed trzystu laty, do roli regionalnego lidera w Europie Środkowo-Wschodniej. Szwecja chce być obecna w tym regionie poprzez swoje organizacje pozarządowe, fundusze oraz prywatne firmy, którym Sztokholm szykuje pole dla ekspansji inwestycyjnej i eksportowej na perspektywicznych rynkach.
Konkrety zamiast romantyki
Różnica między szwedzkim i polskim podejściem do wspierania europejskich aspiracji Ukrainy jest zasadnicza. Polska stawia na instytucje (lobbing dla akcesji Ukrainy do UE i NATO), a Szwecja – na konkrety, nudne aż do bólu i przez to nie zauważane w polskich mediach. Polscy publicyści nie wspominają o tym, że szwedzka Koalicja Czystego Bałtyku prowadzi badania naukowe ukierunkowane na przywrócenie walorów środowiska zachodnio-ukraińskich rzek. Albo że fundusz NEFCO finansuje budowę małych oczyszczalni ścieków we Lwowie. Każdy z tych działań z osobna na pozór nic nie znaczy i jest mniej atrakcyjnym tematem dla mediów, niż soczysta wypowiedź polityka na temat integracji Ukrainy z UE czy NATO.
Tymczasem właśnie takie na pozór drobne projekty po osiągnięciu masy krytycznej spowodują, że Ukraina pozbędzie się jednej z ważniejszych barier dzielących ją od UE – zaniedbań w ochronie środowiska. Pomagając Ukraińcom w przezwyciężeniu problemów środowiskowych dorzecza Bugu i Sanu, Sztokholm pomaga również sobie – ograniczając tym samym zanieczyszczenie Wisły, a więc i Bałtyku. W ten sposób pragmatyczni Szwedzi w ciekawy sposób zintegrowali dwa priorytety ich prezydencji: Partnerstwo Wschodnie oraz Strategię dla Regionu Morza Bałtyckiego, w której znajdą się również zapisy dotyczące Zachodniej Ukrainy i Białorusi.
Szwedzi chcą również na trwałe związać Ukrainę z przestrzenią północnoeuropejską za pomocą nowych szlaków transportowych i powiązań logistycznych. Można się więc spodziewać unijnego wsparcia dla wszelkich projektów nowych autostrad i nowoczesnych linii kolejowych, łączących porty bałtyckie ze Lwowem, Łuckiem i Kijowem, a w dalszej kolejności – z portami czarnomorskimi. Dzięki już realizowanym unijnym projektom, na nowo odżywają koncepcje uruchomienia „mostu kontenerowego” łączącego polskie porty z Odessą i Ilicziwskiem. W przypadku zbudowania kanału przez Mierzeję Wiślaną, do tej układanki może dołączyć port w Elblągu, który według zapewnień władz miasta, ma stać się „bałtycką bramą” dla ukraińskich i białoruskich przedsiębiorców. Nareszcie, dzięki projektowi Air Baltic, ukraińskie lotniska mają stać się integralną częścią bałtyckiej przestrzeni logistycznej i uzyskać nowe tanie połączenia z krajami skandynawskimi, republikami bałtyckimi, Niemcami i Polską.
Można postawić tezę, że te i podobne projekty (przedstawione powyżej były jedynie przykładami) zintegrują Ukrainę z Europą wiele bardziej, niż kolejne deklaracje polityków wyrażane na szczytach UE. Niestety, polska administracja dotychczas nie dostrzegała konieczności współpracy z Ukrainą w bardziej konkretnej formie, niż tylko spotkania na szczycie. Polsko-szwedzki projekt „Wschodniego Partnerstwa” świadczy o tym, że to myślenie powoli się zmienia, a nasze stosunki z Ukrainą staną się bardziej pragmatyczne.
Jakub Łoginow
| daslać list | ![]() |
FORUM | ![]() |
Autorski portal ekspercki. Partner inicjatywy „Bałtycka Ukraina”.





