Najstarsi mieszkańcy zakarpackiej wioski Selmence do końca życia zapamiętają niewinną z pozoru imprezę z 1946 roku. Przed sześćdziesięcioma laty poszli oni do swych sąsiadów w zachodniej części wsi i zabawili tam całą noc. - Kiedy nad ranem wracaliśmy do domu, raptem zastąpił nam drogę jakiś żołnierz - sędziwa Węgierka dobrze pamięta zdarzenia z 1946 roku. - Jakież było nasze zdziwienie, kiedy powiedział nam, że nie możemy iść dalej, bo... teraz jest tu granica państwowa. W końcu nas puścił, ale nie wszystkich. Musiałam rozstać się ze swoim chłopakiem - on został w słowackiej części Selmenców, ja w ukraińskiej. Dopiero po latach, kiedy umarł Stalin, mogliśmy podchodzić do zasieków granicznych, które rozdzieliły wieś na dwie części. Podchodzić na 15 metrów do granicy i krzyczeć, bo wcześniej nie pozwolono nam nawet zbliżać się do drutu kolczastego, postawionego nie wiadomo czemu w tym właśnie miejscu.
daliej...
Życie na granicy zaczyna się o świcie. Jest jeszcze ciemno, gdy wokół przemyskiego dworca zaczynają zbierać się ludzie. Przy czarnej kawie, wśród dymu papierosowego, dzielą się przypuszczeniami, kto może być dziś „na pieszych”, a kto „na autobusach”. - Najważniejsze, żeby Berty nie było, bo przedwczoraj powiedziała, że mi nie odpuści - mówi jeden ze zgromadzonych. - Nie, pewnie będzie „Dziadek” albo „Wąsaty” - uspokaja go jakaś starsza pani.
daliej...
Wielogodzinne kolejki, korupcja, przemyt. Tak wygląda nasza granica z Ukrainą, Rosją i Białorusią. Tymczasem na słowackiej granicy wschodniej udało się rozwiązać większość tego typu problemów. Niestety, nasi urzędnicy o tym nie wiedzą i nie uczą się na doświadczeniach sąsiadów.
Na granicy ukraińsko-słowackiej funkcjonują trzy przejścia graniczne. Największe z nich – „Užhorod - Vyšne Nemecke”, obsługuje ruch z Ukrainy m. in. do Wiednia, Bratysławy, Czech i Portugalii. Pozostałe mają charakter lokalny, chociaż dostępne są dla wszystkich obywateli Ukrainy i Europejskiego Obszaru Gospodarczego (UE plus Norwegia, Islandia i Lichtenstein). Wybierając się w ukraińskie Karpaty czy na Podole, najlepiej skorzystać z jednego z nich. Zwłaszcza z przejścia „Ubla – Małyj Bereznyj”, gdyż kolejki są tam najmniejsze. Dojechać tam można przez Rzeszów i polsko-słowackie przejście graniczne w Barwinku, przez które przejeżdża się momentalnie.
daliej...
W powszechnej opinii przyznanie nam Euro-2012 zawdzięczamy szefowi ukraińskiego futbolu Hryhorijowi Surkisowi. Ale dla Ukraińców to postać niejednoznaczna. Surkis jest i chyba już pozostanie jednym z symboli „kuczmizmu” – systemu opartego na specyficznych powiązaniach polityki, biznesu, służb specjalnych i mediów. Gdy po Pomarańczowej Rewolucji wydawało się, że dni oligarchy są już policzone, Surkis „uciekł w piłkę” i wydał miliony na kampanię lobbingową na rzecz EURO 2012 nad Dnieprem. Postawiony pod ścianą oligarcha zagrał va-banque i... wygrał, dzięki czemu w 2012 roku w Gdańsku i innych polskich miastach odbędzie się wielkie piłkarskie święto.
daliej...
O pojednaniu polsko-ukraińskim mówi się wiele. Trudno się jednak przyjaźnić, kiedy nie można się swobodnie spotykać. Przyzwyczajeni do Europy bez granic olsztynianie mogą niezbyt mile wspominać wyjazd na Zachodnią Ukrainę, który w najlepszym razie wiąże się z czterogodzinnym oczekiwaniem na granicy.
Autobus olsztyńskiego PKS kursuje między Lwowem a Olsztynem trzy razy w tygodniu: w poniedziałki, piątki i soboty. Cena biletu w granicach przyzwoitości – 80 złotych. Autobus wyjeżdża z lwowskiego dworca o godzinie 22:20, a do Olsztyna powinien przyjeżdżać około godziny 10. Powinien, bo granica jest jak loteria – autobus ma co prawda pierwszeństwo i nie powinien czekać dłużej, niż godzinę, ale praktyka jest zupełnie inna.
daliej...
Zrównoważony rozwój dla wspólnej przyszłości.